Zgodnie z wczorajszą obietnicą dziś oficjalnie prezentuję Wam jegomościa ze zdjęcia :) To munster, ser alzacko-lotaryński produkowany w siedmiu departamentach Wogezów z mleka krowiego, których jest dumnym dziedzictwem. Ten z Alzacji pojawia się pod nazwa munster alsacien, znowóż ten lotaryński oznaczony jest nazwą munster géromé (nazwa pochodzi od jeziora Gérardmer, w okolicach którego jest produkowany). Jego nazwa wywodzi się od doliny, w której był (i jest pierwotnie) produkowany - la Vallée de Munster w okolicach Colmaru. Od 1969 roku objęty jest znakiem AOC.
Smak i tekstura - delikatna skórka, miękkie wnętrze, zawartość tłuszczu - 45%. Świeży potrafi być dość łagodny, równomiernie rozpływający się w ustach, o dwupoziomowym, rozkwitającym w buzi smaku. Dojrzały jest aromatyczny i mocny. Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu, szczególnie jako składnik flammekueche.
Wina, które podkreślą jego smak - gewurztraminer lub pinot gris.
Na koniec zimy postanowiłam przygotować alzacką tartiflette z munsterem, czyli vosgiflette ;)
Vosgiflette
- 1 kg ziemniaków,
- ok. 200 g boczku,
- duży krążek lub dwa mniejsze munstera,
- dwie cebule,
- creme fraiche,
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Najpierw gotujemy ziemniaki w mundurkach. Obieramy i kroimy w plasterki. Boczek (kostka) podsmażamy na patelni, cebulkę kroimy w krążki, a ser na plasterki. Przygotowujemy naczynie żaroodporne smarując je masłem. Układamy warstwę ziemniaków, cebuli, boczku, sera, dodajemy przyprawy. Następnie kolejną warstwę, tak aby na górze ułożyć ser. Wstawiamy do piekarnika na ok. 25-30 minut/ 180 stopni.
*Wiem, że w polskich warunkach zdobycie munstera jest niemożliwe, ale z powodzeniem można zastąpić ser francuski innym pleśniowym, bo sama zapiekanka jest warta spróbowania :)