Jest to dosyć spóźniony post, gdyż te cudowne zawijańce robiłam tydzień temu, ale nie zmienia to faktu, że były przepyszne. Przepis znalazłam na forum cin cin. Nie zmieniłam proporcji, ale mając ochotę na coś 'szarlotkowego' przygotowałam masę jabłkową zamiast cynamonowej. Nie zawiodłam się na tym przepisie, gdyż bułeczki wyszły pyszne, mięciutkie i aromatyczne. Na drugi dzień tak samo dobre. Jedna uwaga z mojej strony....ciasto wcale nie jest takie słodkie, więc albo trzeba zadbać o dosłodzenie nadzienia, albo dodać większą ilość cukru do ciasta.
Zawijańce jabłkowo-cynamonowe
- szklanka mleka,
- dwa jajka,
- pół szklanki cukru,
- 6 łyżek masła,
- ćwierć łyzeczki soli,
- 4 szklanki mąki,
- 2 i 1/4 łyżki drożdży instant,
Nadzienie
- 3 kwaśne jabłka,
- cukier waniliowy,
- łyżka cukru,
- łyżeczka cynamonu
Mleko lekko pogrzać. Drożdże rozrobić z łyżeczką cukru, łyżką mąki i 1/4 szklanki mleka - pozostawić na 5 min. Z pozostałych składników wyrobić gładkie ciasto i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu. Na stolnicy rozwałkować ciasto (prostokąt) i na nie rozsmarować nadzienie (starte jabłka wymieszane z cukrem i cynamonem). Zawinąć zgrabną roladkę i ostrym nożem kroić ok. 1,5 cm bułeczki. Ułożyć na blaszce w większych odstępach lub w mniejszych, by bułeczki wyrastając posklejały się. Przykryć ściereczką i znów odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Następnie piec ok. 15 min. w temp. 200 stopni.
Zawijańce są idealne na niedzielne śniadanko, albo na pyszny podwieczorek do kawy :):)
niedziela, 30 stycznia 2011
piątek, 28 stycznia 2011
Małe co nieco. Tartaletki z cukinią, pomidorkami i kozim serem
Czasami snuję się po domu z dziwnym uczuciem... Moje łakomstwo daje znać, zjadłabym coś, ale nie wiem co. Wiem tylko, że to musi być "coś dobrego". Wtedy zaczynam kombinować :) Co by to mogło być... Przeszukuję wszystkie szafki, otwieram lodówkę, sprawdzam jakie mam przyprawy w poszukiwaniu inspiracji. Potem zajmuję się czym innym , czytam, pracuję, a w głowie krystalizuje się pomysł. Wreszcie mam, mam to i odczuwam ulgę, że "coś dobrego" wreszcie mogę nazwać i zmaterializować. Tym razem to tartaletki z cukinią, pomidorkami i kozim serem. Cukinia? Bo ją uwielbiam. Pomidorki? Bo je kocham. Kozi ser? Bo, bo...świetnie współgra z powyższymi.
Tartaletki z cukinią, pomidorami i kozim serem (4-5 sztuk)
Ciasto:
- niecała szklanka mąki,
- 50 g miękkiego masła,
- pół łyżeczki ziół prowansalskich,
- sól,
- woda w razie potrzeby
Ciasto wyrabiamy z podanych składników, schładzamy w lodówce ok. 30 min. A w tym czasie przygotowujemy resztę.
Reszta ;) :
- mała cukinia,
- ząbek czosnku,
- kilka pomidorków koktajlowych,
- serek kozi (ilość wg. uznania),
- jajko,
- trzy łychy gęstej śmietany,
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Cukinię kroimy w kosteczkę, podsmażamy na oliwie z czosnkiem. Schładzamy.
Jajko łączymy ze śmietaną, solą, pieprzem, gałką muszkatołową. Do powstałej masy dodajemy cukinię.
Ciastem wykładamy foremki do tartaletek, wcześniej nasmarowane masłem. Nakłuwamy ciasto widelcem, wcześniej możemy je podpiec w piekarniku. Gdy lekko się zetnie wylewamy na nie masę jajeczno-cukiniową, dekorujemy pomidorkami koktajlowymi i posypujemy serkiem kozim. Zapiekamy w temp. 180 stopni do momentu, gdy masa się zetnie i zezłoci :)
No i zrobiło się wiosennie :)
Tartaletki z cukinią, pomidorami i kozim serem (4-5 sztuk)
Ciasto:
- niecała szklanka mąki,
- 50 g miękkiego masła,
- pół łyżeczki ziół prowansalskich,
- sól,
- woda w razie potrzeby
Ciasto wyrabiamy z podanych składników, schładzamy w lodówce ok. 30 min. A w tym czasie przygotowujemy resztę.
Reszta ;) :
- mała cukinia,
- ząbek czosnku,
- kilka pomidorków koktajlowych,
- serek kozi (ilość wg. uznania),
- jajko,
- trzy łychy gęstej śmietany,
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Cukinię kroimy w kosteczkę, podsmażamy na oliwie z czosnkiem. Schładzamy.
Jajko łączymy ze śmietaną, solą, pieprzem, gałką muszkatołową. Do powstałej masy dodajemy cukinię.
Ciastem wykładamy foremki do tartaletek, wcześniej nasmarowane masłem. Nakłuwamy ciasto widelcem, wcześniej możemy je podpiec w piekarniku. Gdy lekko się zetnie wylewamy na nie masę jajeczno-cukiniową, dekorujemy pomidorkami koktajlowymi i posypujemy serkiem kozim. Zapiekamy w temp. 180 stopni do momentu, gdy masa się zetnie i zezłoci :)
No i zrobiło się wiosennie :)
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Serce Alzacji - tarte flambée
Alzacja to nie tylko bociany. Nie można nie wspomnieć o tarte flambée, gdyż ona najwierniej odzwierciedla duszę regionu - jest pyszna, prosta i szybka w przygotowaniu, a co najważniejsze nie potrzebuje kulinarnych fajerwerków, by lubili ją Francuzi i turyści. La flammekueche, jak to mówią Alzatczycy, narodziła się na wsiach i dopiero w latach '60 wyszła na ulice miast. Podobno kolebką flamm' jest miasteczko Truchtersheim oraz leżąca nieopodal dolina rzeki Zorn. Gospodynie wiejskie przygotowywały chleb co dwa, trzy tygodnie, a przy okazji pieczenia odrywały kawałek ciasta, który cieniutko rozwałkowywały i rozsmarowywały na nim śmietanę i kawałki boczku. Było to prawdziwe święto w domu. Wystarczyło oderwać kawałek, zrolować i zjeść go rękami. Do dziś jest to bardzo popularny sposób jedzenia tarty w restauracjach, nikt się temu nie dziwi, wręcz przeciwnie - smakuje zdecydowanie lepiej ;) Tarta stawiana na środku, stała się aż po dziś dzień ważnym elementem, który scala biesiadników przy stole. Kiedyś pieczona była w piecach chlebowych (jej nazwa wywodzi się od franc. les flammes - płomienie, które ją opalały) , dziś - w specjalnych piecach przeznaczonych wyłącznie do pieczenia tart - klik.
Zwiedzając region, tarte flambée spróbować trzeba. To cieniutki placek raz okrągły, innym razem prostokątny, który nabiera niesamowitego smaku po upieczeniu w piecu opalanym węglem.
Jednakże bardzo łatwo zrobić ją w domu, by odkryć samemu tą alzacką duszę :)
Tarte flambée
Spód:
ciasto chlebowe lub
- 250 g mąki,
- filiżanka letniej wody,
- łyżka oleju rzepakowego (lub oliwa z oliwek),
- szczypta soli
Wierzch:
- 20 ml gęstej śmietany (crème fraîche),
- 100 g białego serka, twarożku (z wiaderka),
- dwie cebule,
- ok 100 g boczku pokrojonego w kostkę,
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa,
Ciasto - wszystkie składniki należy wymieszać, rozwałkować cieniutko w formie okręgu lub prostokąta. przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Śmietanę łączymy z serkiem, solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Rozsmarowujemy dość grubo na plackach. Cebulkę kroimy w piórka i rozkładamy na śmietanie. Na końcu dodajemy boczek pokrojony w kosteczkę. Pieczemy w bardzo rozgrzanym piekarniku ok. 10-15 minut.
UWAGA! Tarte flambée występuje w licznych wariacjach np. z żółtym serem (gratinée), z serem kozim (chèvre), z grzybami (forestière), ślimakami itd.
Naprawdę polecam!!
piątek, 21 stycznia 2011
Małe szczęścia i ich smak. Ziołowe bułeczki.
Czemu w życiu jest coraz mniej chwil, które przynoszą nam radość? Czemu gubimy się gdzieś między dojazdem do pracy, na szybko jedzonym obiadem, a wieczornym, zdawkowym 'dobranoc'? Dlaczego tak mało rzeczy sprawia nam przyjemność? Czekamy na wiosnę, a gdy przychodzi, nawet jej nie zauważamy. Mamy ogromne marzenia i wielkie cele, ale co się dzieje z nami będąc 'na drodze' do ich realizacji? Czemu cały czas myślimy, że dopiero jutro będzie lepiej i że kiedyś będziemy szczęśliwi. A może trzeba to przełamać, a może tu i teraz, a może już jutro? W chwili obecnej, dziś, aktualnie, codziennie... rozglądajmy się i zaobserwujmy dokładnie wszystko, co nas cieszy, po to, by sobie przypomnieć i na nowo docenić to, co mamy. Co jest Waszym małym szczęściem w ciągu dnia? Co sprawia, że pojawia się u Was uśmiech? Może nie warto czekać na coś, co nie przyjdzie, a zająć się teraźniejszością? Może właśnie te małe przyjemności stanowią esencję życia?
Ja w chwili obecnej jestem całkowicie pochłonięta moją domową piekarnią. Pierwszy zakwas dumnie dojrzewa, analizuję receptury na pierwszy chleb i już nie mogę się doczekać, gdy go upiekę. Nie uda się? Trudno... Spróbuję znowu. Ważne, że cierpliwie próbuję i że to sprawia mi radość.
Przeglądając blog Dorotus76, bardzo spodobał mi się przepis na ziołowe bułeczki, który musiałam niezwłocznie wcielić w życie. Ziołowe, małe cudeńka z tego przepisu są niezwykle mięciutkie, pachnące mlekiem, które świetnie komponuje się z ziołami (użyłam nieco inne niż autorka przepisu).
ZIOŁOWE BUŁECZKI
Drożdże należy wymieszać z mąką i resztą składników. Dorze wyrobić ciasto i odstawić do wyrośnięcia. Następnie z 12 kawałków uformować bułeczki, ułożyć na blasze i też pozostawić do wyrośnięcia. Bułeczki posmarować jajkiem z mlekiem. Piec w temp. 180 stopni ok. 30 min. Studzić na kratce.
Smacznego :)
Ja w chwili obecnej jestem całkowicie pochłonięta moją domową piekarnią. Pierwszy zakwas dumnie dojrzewa, analizuję receptury na pierwszy chleb i już nie mogę się doczekać, gdy go upiekę. Nie uda się? Trudno... Spróbuję znowu. Ważne, że cierpliwie próbuję i że to sprawia mi radość.
Przeglądając blog Dorotus76, bardzo spodobał mi się przepis na ziołowe bułeczki, który musiałam niezwłocznie wcielić w życie. Ziołowe, małe cudeńka z tego przepisu są niezwykle mięciutkie, pachnące mlekiem, które świetnie komponuje się z ziołami (użyłam nieco inne niż autorka przepisu).
ZIOŁOWE BUŁECZKI
- 1 łyżka suchych drożdży (12 g),
- dwie łyżki cukru,
- 1,5 łyżeczki soli,
- łyżka suszonej lub świeżej posiekanej natki pietruszki,
- łyżka suszonego lub świeżego posiekanego koperku,
- łyżka ziół prowansalskich,
- 2 łyżki oleju,
- 1 jajko,
- 1 szklanka mleka,
- 3,5 szklanki mąki,
- 1 jajko roztrzepane z łyżką mleka do posmarowania bułeczekDrożdże należy wymieszać z mąką i resztą składników. Dorze wyrobić ciasto i odstawić do wyrośnięcia. Następnie z 12 kawałków uformować bułeczki, ułożyć na blasze i też pozostawić do wyrośnięcia. Bułeczki posmarować jajkiem z mlekiem. Piec w temp. 180 stopni ok. 30 min. Studzić na kratce.
Smacznego :)
wtorek, 18 stycznia 2011
Na pokuszenie: włoski torcik orzechowy z kremem mascarpone
Jak już kiedyś wspominałam uwielbiam mascarpone i wcale nie przejmuje się tym, że jest on morderczo i bezwstydnie uzbrojony w tłuszcz. Moja słabość stale się pogłębia i nie zamierza ustąpić ;) Po prostu uwielbiam jego kremową konsystencją rozpływającą się w ustach, która daje tyle kulinarnych możliwości. I choć zawsze wzbraniam się, to i tak na deser w restauracji w końcu zamawiam tiramisu lub jakikolwiek inny z mascarpone, gdyż trudno mi się oprzeć. No cóż... nie ma to jak silna wola ;)
Gdy zobaczyłam ten wspaniały torcik we francuskim wydaniu "Elle à table" po raz kolejny zostałam skuszona. Nie miałam wyjścia. Zrobiłam! Nie pożałowałam, jednakże po głębszej analizie przepisu dość mocno zmieniłam proporcje (i jak się potem okazało - całe szczęście), bo był on kompletnie naciągany... W ten sposób stał się jedynie inspiracją dla mojego deseru.
Torcik orzechowy z kremem mascarpone /torta di noci con crema al mascarpone/
Biszkopt:
- 100 g zmielonych nadrobno orzechów włoskich (ja dałam laskowe!),
- 100 g mąki,
- 50 g bułki tartej,
- 170 g cukru,
- 3 jajka,
- 15 ml rumu,
- 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia (lub 3 płaskie)
- łyżeczka kawy rozpuszczalnej
- jedna zaparzona i wystudzona espresso + chlust rumu do nasączenia biszkoptu
Krem mascarpone:
- 250 g mascarpone,
- 200 ml śmietanka kremówki,
- 2 opakowania cukru waniliowego + łyżka zwykłego cukru,
- 2 płaskie łyżeczki żelatyny rozpuszczone w mleku
1. Odpowiednio wcześniej przygotowujemy biszkopt:
Nasączmy bułkę tartą 15 ml rumu, dodajemy mąkę orzechową, mąkę zwykłą, kawę rozpuszczalną i proszek do pieczenia. Mieszamy.
Trzy żółtka ubijamy z cukrem za pomocą miksera tak by uzyskać białą masę.
Osobno ubijamy trzy białka na sztywno.
Następnie przekładamy żółtka z cukrem do składników sypkich, łagodnie mieszamy, a na końcu delikatnie dodajemy pianę z białek.
Przekładamy do natłuszczonej tortownicy (20-22cm) i pieczemy w temp. 180 st przez 30 min.
Schładzamy biszkopt i teraz możemy go przekroić na dwie części.
2. Krem:
Ubijamy schłodzoną kremówkę z cukrem na sztywno, dodajemy mascarpone i żelatynę rozpuszczoną w letnim mleku. Wszystko miksujemy.
3. Wykończenie:
Spodnią część biszkoptu nasączamy espresso z rumem, następnie przekładamy połową kremu mascarpone i przykrywamy wierzchnią częścią ciasta. Resztę kremu rozsmarowujemy na wierzchu torciku i ewentualnie posypujemy go posiekanymi orzechami - mnie laskowe (mogą być nawet skarmelizowane).
Odstawiamy na całą noc do lodówki.
Polecam serdecznie ten wypiek (szczególnie z orzechami laskowymi, które nadają mu niesamowity smak). U mnie wszyscy się nim delektowali i coś mi się tak wydaje, że będę robić go częściej.
niedziela, 16 stycznia 2011
Od St. Tropez po Menton, cz. 3: Do widzenia, do jutra.
Nadszedł czas. Żegnam się z wielkim smutkiem z Prowansją z nadzieją, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Wzbogacona o nowe doświadczenia, zainspirowana cudowną kuchnią i mająca w pamięci wspaniałe miejsca, wracam do domu. Nieodwracalnie zostaną mi w pamięci wszystkie cudowne wspomnienia.
MORZE:
romantyczne ZAKAMARKI prowansalskich miasteczek:
słodkie, południowe LENISTWO:
MORZE:
romantyczne ZAKAMARKI prowansalskich miasteczek:
słodkie, południowe LENISTWO:
BULE:
A na zakończenie chcę podzielić się z Wami przepisem na pissaladière niçoise. Nazwa tej tarty pochodzi od słowa pissalat, jest to puree z anchois mające takie samo użycie jak tapenada. Niestety sami Francuzi z południa polemizują jaki rodzaj ciasta powinna zawierać, by danie było autentycznie prowansalskie. Z drożdżami czy bez? Ja słyszałam,że spód do pissaladiere pozyskuje się z ciasta chlebowego. Tzn. kupuje się surowe chlebowe ciasto u 'swojego ulubionego piekarza' i z niego rozwałkowuje się placek.
Ja też użyłam ciasta chlebowego (można np. użyć takie z mieszanki), ale z powodzeniem sprawdza się również ciasto do pizzy.
Pissaladière na sposób nicejski (1 placek)
- porcja ciasta chlebowego lub do pizzy (np. takie),
- puszka anchois w oleju,
- 3-4 cebule,
- 2 ząbki czosnku.
- garść czarnych oliwek,
- łyżeczka tymianku,
- pół liścia laurowego,
- sól, pieprz,
- 5 łyżek oliwy z oliwek,
Cebulkę kroimy w piórka i podsmażamy na oliwie z oliwek na średnim ogniu ok. 5 min. Po tym czasie zmniejszamy płomień i dorzucamy pół listka laurowego, tymianek oraz czosnek przeciśnięty przez praskę. Smażymy aż do momentu, gdy cebula będzie miękka i lekko zezłocona, ale nie spalona. Na koniec solimy i pieprzymy do smaku. Pozostawiamy do wystudzenia.
Ciasta rozwałkowujemy dosyć cienko na okrągły placek. Na wierz układamy złotą cebulkę, na nią kładziemy odsączone z oleju anchois (i opłukane, jeśli nie chcecie zbyt słonych) oraz czarne oliwki. Rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni i pieczemy ok. 30 min. w temp. 180 st.
Do zobaczenia przy kolejnych przepisowych odsłonach!!
piątek, 14 stycznia 2011
Od St. Tropez po Menton, cz. 2: Perły Prowansji
Powiedz mi, ile kolorów i zapachów ma Prowansja?
A jakiego koloru jest kwitnąca wiosną lawenda? Jaką barwę mają soczyste mandarynki dające owoce nawet w zimie? Jakie odcienie posiadają dojrzewające oliwki, jak pachną ryby sprzedawane wczesną porą na targu zaraz po połowie czy świeże warzywa w letni poranek? Czy potrafilibyście wymienić kolory i zapachy mydełek marsylskich lub nieziemsko aromatycznych przypraw na straganie w Antibes oraz zliczyć barwy kwiatów na marché aux fleurs w Nicei?
Odpowiem krótko - dla mnie Prowansja to po prostu feeria barw i zapachów:
ZIELONY - kwiaty (goździki, fiołki, mimozy potrzebne do produkcji perfum w pobliskim Grasse) i śródziemnomorska roślinność idealnie komponująca się z wybrzeżem (palmy, platany, migdałowce, sosny), wypalona w południowym słońcu. Zioła, dużo ziół: bazylia, oregano, rozmaryn, a wśród nich królują śliczne torebeczki z ziołami prowansalskimi.
BIAŁY - zaśnieżone szczyty południowych Alp, świeże ryby sprzedawane na targu i sól aromatyzowana np. z Camargue, z Guerlande, czarna wulkaniczna sól z Hawajów, sól wędzona (!), sól waniliowa, sól kaktusowa i taka przyprawiana wasabi, sól z algami i ziołami prowansalskimi. Ach...
CZERWONY (I POMARAŃCZOWY) - magia przyprawowych aromatów i 'zimowych' mandarynek, także prowansalskich słodkości (owoce w cukrze lub z masy migdałowej). Słoiczki z różnymi pastami bakłażanowymi, z anchois, z oliwkami i pomidorami, z grzybami i papryczkami.
Zielony, biały, czerwony..... Italia? Italia! Na targu w Nicei miałam wrażenie, że jestem we Włoszech. Sprzedawcy mówiący dwoma językami, włoscy turyści, włoskie nazwy produktów, włoskie elementy w kuchni prowansalskiej. Prowansja nazywana była już przez Rzymian "Provincia Nostra". Nicea należała kiedyś do królestwa Sardynii i Piemontu stąd wszechobecne wpływy dzisiejszych sąsiadów także w dialekcie nicejskim (le niçois), który bazuje na języku włoskim (w szczególności w piśmie).
Dzisiaj chciałabym Wam zaproponować przysmak kuchni prowansalskiej - pastę/sos z anchois - anchoïade, która obok tapenady i pistou króluje na południowych stołach. Bardzo prostą w wykonaniu.
Anchoïade (przepis podstawowy*)
- dwie puszki anchois w oleju
- dwa ząbki czosnku,
- dwie łyżki oliwy z oliwek,
- odrobina soku z cytryny,
- pieprz
*Możemy go wzbogacić o zioła prowansalskie, czarne oliwki lub kapary.
Odsączyć anchois z oleju, można przepłukać, by pozbyć się nadmiaru soli. Całość 'zmaltretować' (jak to mówił Pascal;D ) w moździerzu. Serwować jako przekąskę maczając w nim słupki marchewki, papryki, ogórka i innych warzyw wg. uznania.
A Tobie z czym kojarzy się Prowansja? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




